Kolejny tydzień do opisania ; )
Nie wiem czy będzie krótko czy nie, ponieważ ciężko ogarnąć moją wenę do pisania ; o
Zaczynając od SOBOTY.
A więc tak, miało być spotkanie z Patrykiem - nie było. Dla mnie lepiej. Posiedziałam trochę sama w domu, przemyślałam parę rzeczy a później dla zdrowia wyszłam na rower. Co prawda, nie jeździłam długo iż oddalając się na swoje osiedle ( bo w weekendy przebywam w innym miejscu ) złapała mnie burza. Zaczęłam szybko wracać do 'domu'. Byłam w chuj zmęczona, no ale cóż. Ja pogody nie wybieram.
Wieczorem, tradycyjnie siedziałam na czacie. Z początku nic ciekawego. Lecz później zaczęłam się kłócić z taka jedną szmatą i dzięki temu rozpoczęła się rozmowa z pewnym kolesiem. Mówiąc szczerze, nie wiem o nim nic, prócz tego, że jest ode mnie o 10 lat starszy. Ale wiek nie ma tu dużo do znaczenia. Rozmawiało się zajebiście. Poprawił mi humor, i to bardzo. I wielkie dzięki dla Niego.Z takim oto cudownym uśmiechem poszłam spać. I sobota się skończyła, szczęśliwie.
NIEDZIELA.
Humor cały czas bardzo dobry. Trochę pisałam z Nim, ale jakoś bez większych emocji. Popołudniu wróciłam do siebie. Wieczorem olśniło mi o meczu. Więc najpierw śledziłam wszystko on-line lecz później przerzuciłam się na Tv. Ach, jakie emocje. Rozbita szklanka, ale warto było. Po dogrywce Wisełka wygrała z Vive ^^ . Po zakończeniu meczu w Tv zaczęłam ogarniać bilety na finały 28 - 29. 05. Oczywiście pomysł przedstawiłam mamie, która wykazała chęć udziału. Dla mnie było to dziwne, ale bilety załatwiła, więc na mecz idziemy. Wisła-Vive , ale wygrana jest wiadoma ; ) A przynajmniej mam nadzieję.
PONIEDZIAŁEK.
Ech, szkoła. Oczywiście wkurwiłam się na moją 'najlepszą' koleżankę. Dostałam zjeb od wychowawczyni, ale jakoś się tym nie przejęłam. Ona o wszystko się czepia. Pewna szmata też mnie wkurzyła, ale pięknie zgasiłam jej zapał. Ach. Wieczorem oczywiście pisanie z Patrykiem. Niestety, mój telefon nie lubi ze mną współpracować i nie chciał odebrać mi zdjęcia. No trudno. Ogólnie najgorzej nie było.
WTOREK.
Kurwa. Nienawidzę, no nienawidzę moich snów. Grr ... .Dołuje mnie także pogoda. Jest za gorąco. Niech będzie chłodniej ! Nie chce mi się w takie upały w bluzie śmigać. Oczywiście, z racji tego, że mój dobry humor w dość szybkim czasie zostaje zamordowany, wtorek był dniem zjebanym. Zjebał go także On. Co prawda, zachwycam się cięciami, bo są ładne :) Oraz miałam zwałe z mojej świnki morskiej, która jakimś cudem znalazła się za szafką, ale to i tak nie wytworzyło szczęścia.
ŚRODA.
Bilety mam już w ręku. Ach. Miłe uczucie. Mniej miłe jest wracanie naokoło do domu, z powodu iż kluczy do szkoły się nie wzięło a pan tata pojechał nie wiadomo gdzie. -.-
Sprawdzian z geografii wypał pozytywnie, ale tylko dlatego, że nauczycielka go nie sprawdza tylko dała nam to jako pracę domową ^^.
Usycham z tęsknoty. I żeby zająć czymś mój umysł zabawiłam się z ..... żyletką. Piękne nacięcie na dość świeżej bliźnie, nawet fajnie wygląda. I wreszcie trochę krwi popłynęło ^^ Hmm .. trochę ? Pół ręki miałam we krwi. Ale fajne to było. Mniej fajnie kręciło mi się w głowie, no ale nie narzekam.
CZWARTEK.
Wieczorne pisanie z Nim przypada mi do gustu ^^. Oczywiście w szkole było gorzej. Duuużo gorzej. Co prawda, historii nie było, ale zamiast tego lekcję religii spędziłyśmy z klasą drugą gimnazjum chłopaków. Maskara -.- Było także spotkanie profilaktyczne o uzależnieniach i sytuacjach w domu. Uświadomiło mi to parę rzeczy. Ale nie ważne. Co do dnia, gdyby nie to, że pewna rzecz mi się przypomniała i teraz jest to dość bolesne, ze względu na moją sytuację byłoby spoko, ale nie jest.
PIĄTEK.
Wszystko mnie dziś wkurwia. Zaczynając od rodziców kończąc na szkole. Kurwa. Na dodatek się przeziębiłam :/ I muszę wyzdrowieć do jutra. Mecz jest.. Ogólnie ochoty na pisanie nie mam. Zjem zaraz kolację i chyba wyżalę się na nadgarstku. A wieczorem, może jakieś smsy lub czat,
Narq.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz